Rynek ebooków w Polsce dopiero raczkuje – wywiad z Pawłem Królakiem z Libenter.pl

Opublikowane: 12 lutego 2010 | Aktualizacja: 7 lipca 2012 | Kategorie: Ebookowy rynek, Wywiady

Paweł Królak - właściciel wydawnictwa Libenter.plJakiś czas temu pisałem o nowym pomyśle na e-książkowym rynku jakim są ebooki w abonamencie. Na taki właśnie model sprzedaży zdecydowało się wydawnictwo Libenter.

Temat wzbudził w blogosferze spore zainteresowanie. Były pozytywne opinie, ale też i te mocno sceptyczne. Sam miałem sporo wątpliwości, czy może być to rozwiązanie, które sprawdzi się na naszym rynku. Innowacyjność tego projektu wzbudziła moje zainteresowanie na tyle, że postanowiłem dowiedzieć się więcej o Libenterze. Gdzie? U samego źródła.

Pomysłodawca i właściciel wydawnictwa Paweł Królak, zgodził się odpowiedzieć na kilka moich pytań. Rozmawialiśmy między innymi o rynku ebooków w Polsce oraz jego przyszłości, o Libenterze po 4 miesiącach od startu, a także o przewadze e-papieru nad tradycyjną książką. Zapraszam serdecznie do lektury.

Witam Panie Pawle. Zacząć muszę od pytania, które słyszał Pan zapewne już nieraz. Skąd pomysł na Libenter.pl i dlaczego ebooki w abonamencie?

Paweł Królak – Pomysł wynika z kilkuletniej obserwacji rynku książki. Odnoszę wrażenie, że wydawcy książek nie rozumieją, że mają do czynienia z coraz bardziej cyfrowym produktem. Choć wiele osób uwielbia zapach i dotyk drukowanej książki, to jednak najważniejsza w książce jest treść, a cyfrowa forma rozwiązuje wiele problemów zarówno po stronie czytelnika, jak i sprzedawcy. Ze strony czytelnika forma elektroniczna umożliwia zaoszczędzenie miejsca na półkach, czy w torbie podczas wyjazdu. Każdy kto lubi wziąć kilkanaście książek na urlop, wie, o czym mówię. Ze strony wydawcy taka forma rozwiązuje zaś problem przewidywania nakładów (to największa chyba trudność na rynku wydawniczym), jak również obniża koszty poprzez eliminowanie druku i uproszczenie dystrybucji. To wszystko powoduje, że ebooki mogą być dużo tańsze niż książki tradycyjne.
Nasza idea opiera się na dość rewolucyjnym założeniu, że skoro najważniejsza jest treść, a większość kosztów wydania książki w przypadku ebooków odpada, to można całkiem zmienić podejście do sprzedaży. Stąd właśnie rewolucja w postaci sprzedaży abonamentów.

Czy od początku zakładaliście, że będziecie sprzedawać dostęp do klubu, a nie pojedyncze ebooki?

– Tak, to istota naszego pomysłu.

Jesteście pionierem na polskim rynku książek elektronicznych sprzedawanych w tej formie. Nikt wcześniej u nas tego nie robił. Skąd przekonanie, że to się uda?

– Wychodzimy z założenia, że o sukcesie całego pomysłu zdecyduje wyjątkowo atrakcyjna cena, co jak wspomniałem, wynika z całkiem innego niż obowiązujące spojrzenia na rynek e-książek. W praktyce cena abonamentu na poziomie 77 zł oznacza bowiem mniej niż złotówkę za książkę. Na dzień dzisiejszy każdy Klubowicz dostaje od razu 63 tytuły plus stopniowo wszystkie, które wydamy przez kolejny rok. Biorąc pod uwagę, że liczba wydawanych publikacji cały czas rośnie,  cena abonamentu się nie zmienia, a zwolenników e-książek jest coraz więcej, oferta wydaje nam się wyjątkowo atrakcyjna i liczymy, że z czasem zakończy się niemałym sukcesem.

Jak to wygląda po czterech miesiącach działalności Libentera? Czy ten model się sprawdza?

– Trochę za wcześnie, by to oceniać, gdyż rynek ebooków nadal w Polsce raczkuje – to wciąż bardzo mały rynek. W tej chwili sprzedaż abonamentów ustabilizowała się na poziomie, który pokrywa bieżące koszty wydawnictwa, nie musimy do tego interesu dokładać. Mamy teraz spokojny czas na rozwój firmy, kontakty z nowymi autorami, wydawanie nowych tytułów, zdobywanie doświadczenia na tym młodym rynku.

Interesuje mnie jak powstała Wasza kolekcja ebooków. Czy były to publikacje, które już wcześniej istniały w postaci tradycyjnych książek?

– Część publikacji istniała w postaci tradycyjnych książek, ale ich nakłady zostały wyczerpane, a wydawcy nie przewidywali dodruku. Kolejna część naszej oferty to klasyka polskiej literatury. Natomiast niemało książek ma u nas swoje pierwsze wydania, a niektóre ich autorzy – specjaliści w swoich dziedzinach – pisali nawet na nasze zlecenie. Cieszymy się, że w ten sposób możemy promować młodych autorów, którzy w tradycyjnych wydawnictwach mieliby duże trudności z przebiciem się z powodu restrykcyjnej polityki i napiętych kalendarzy wydawniczych. Jednocześnie mamy już pierwsze sygnały o tym, że tradycyjni wydawcy chcieliby wydać niektóre z naszych tytułów w formie papierowej. To bardzo cieszy.

Na stronie zachęcacie autorów do publikowania w waszej e-księgarni. Proszę powiedzieć na jakie korzyści może liczyć taki autor? W tradycyjnym modelu jego zarobki uzależnione są głównie od ilości sprzedanych egzemplarzy. Jak to jest u Was?

– U nas autor dostaje jednorazową opłatę za udostępnienie książki w Klubie Libenter.pl na określony czas (zwykle 5 lat). Choć nie ma co ukrywać, że wielu  autorów – również bardzo znanych na rynku katolickim – na tyle zainteresowało się naszym projektem, że udostępnili swoje książki naszym Klubowiczom pro publico bono.

W mediach, m.in. w blogosferze, wejście na rynek Waszego wydawnictwa, spotkało się z różnymi opiniami. Nie brakowało tych mocno sceptycznych, głównie odnośnie oferty, która nie ukrywajmy, jest skierowana do specyficznego odbiorcy. Jak się odnosicie do tych opinii?

– Każdą krytyczną uwagę przyjmujemy z pokorą i staramy się z niej wyciągnąć wnioski. Choć trzeba przyznać, że większość głosów pozytywnie oceniała pomysł sprzedaży w takiej formie, ale sceptycznie wyrażała się o samym doborze tytułów.

Wynika to – jak sądzę – z dwóch rzeczy:

Po pierwsze, oceny byłyby zapewne inne, gdyby nasza oferta w dniu startu – a przypomnijmy, było to 50 tytułów – składała się z książek samych znanych autorów, jak powiedzmy Andrzej Sapkowski, Andrzej Pilipiuk czy Rafał Ziemkiewicz. Wtedy pewnie mało kto krytykowałby taki pomysł. Trzeba tylko wziąć pod uwagę, że wtedy koszt założenia naszego wydawnictwa byłby zapewne co najmniej 50-ciokrotnie większy niż był w obecnej formie. Na to natomiast zwyczajnie nie mogliśmy sobie pozwolić finansowo, nie wspominając o trudnościach w przekonaniu wydawców tradycyjnych książek tych autorów do wydań elektronicznych. Generalnie mam wrażenie, że wielu oceniających (mam tu ma myśli głównie popularnych blogerów) przywykło do oceniania start-upów, które startują z milionowymi budżetami. My zaś jesteśmy małą firmą, która zaczęła coś nowego i spokojnie chce rozwijać swoją ofertę. Nie mamy milionowego budżetu do wydania, więc trzeba też na to spojrzeć w całkiem innej skali.

Warto tu jednak przypomnieć historię naszej księgarni internetowej – Tolle.pl. Gdy startowaliśmy 1. grudnia 2005 roku, to budżet startowy wynosił dosłownie kilkaset złotych, a w ofercie mieliśmy 25 (sic!) tytułów. Dziś po ponad 4 latach mamy stabilną księgarnię z kilkoma tysiącami tytułów w ofercie, która ma spore obroty i w odróżnieniu od gigantów rynku, w każdym miesiącu działania przynosi w pełni satysfakcjonujący zysk netto. Podobnie jest z Klubem Libenter.pl, który też zaczął od niewielkiego pułapu, ale wierzę, że za kilka lat będzie prężnym wydawnictwem ebooków z niemałą liczbą Klubowiczów.

Już dziś jednak mamy w ofercie książki autorów bardzo znanych, jak choćby Wojciech Cejrowski. Zresztą nasi autorzy książek religijnych, np. ks. Marek Dziewiecki, o. Jacek Salij, ks. Jerzy Szymik czy Paweł Zuchniewicz to też absolutna czołówka rynku książki katolickiej w Polsce.

Po drugie zaś krytyka dotyczyła właśnie owego profilu wydawnictwa, który nie ma co ukrywać, jest katolicki. Wielu komentatorom to się mocno nie podobało, ale cóż – oni nie są naszą grupą docelową.

Pomówmy chwilę o samych ebookach. W ostatnie Święta Bożego Narodzenia, dotarły do nas nieco zaskakujące dane od księgarni internetowej Amazon. Okazało się, że sprzedali oni w tym okresie więcej książek elektronicznych niż  tradycyjnych-papierowych wydań. Czy myśli Pan, że w niedalekiej przyszłości częściej będziemy czytać na ekranach naszych komputerów i e-czytników niż na papierze?

– Tak, uważam, że ebooki to przyszłość. Sam już dziś zdecydowanie wolę czytać z e-czytnika niż trzymać w ręku wielką i nieporęczną książkę, albo książkę źle sklejoną, którą koniecznie trzeba trzymać dwoma rękami, bo inaczej sama się zamyka. Z e-czytnikiem nie ma takich problemów. Technologia e-papieru daje zaś komfort w pełni porównywalny z czytaniem papierowej książki i nie męczy oczu bardziej niż czytanie książki tradycyjnej.

Niestety, mimo że księgarń z ebookami jest coraz więcej, to sprzedawanych przez nie ebooków z powodu zabezpieczeń DRM nie można czytać na e-czytnikach, tylko zwykle na ekranie monitora przy użyciu specjalnego oprogramowania. To moim zdaniem wielki błąd i mam nadzieję, że to się zmieni. Dlatego ebooki wydane przez Klub Libenter.pl nie są zabezpieczone DRM i można je czytać na dowolnym e-czytniku czy generalnie na dowolnym urządzeniu odczytującym format PDF, jak choćby niektóre telefony komórkowe czy palmtopy. W przyszłości nie wykluczamy również udostępnienia naszych ebooków w innych niż PDF formatach, np. ePub.

Jak Pan ocenia rynek e-książek w Polsce? Czego jest za dużo, czego za mało i czego możemy się spodziewać w przyszłości?

– Dużo i to od dawna jest poradników, choćby wydawanych przez Złote Myśli, ale niestety treść wielu z nich jest marnej jakości. To może zniechęcać czytelników do publikacji elektronicznych, bo kojarzą im się one właśnie z tytułami typu „jak zarobić milion dolarów w weekend” lub „jak nauczyć sie 10 języków obcych w 3 dni” albo „jak zaciągnąć do łóżka każdą kobietę”. Brakuje natomiast książek naprawdę znanych autorów, ale to wynika z polityki samych tradycyjnych wydawnictw, które na razie na ebooki patrzą wyjątkowo sceptycznie. Nawet jeśli już wydają ebooki, to w formie uniemożliwiającej wygodne posługiwanie się nimi i ich czytanie na e-czytnikach.

Na koniec zapytam także o Wasze plany rozwoju. Jak rozumiem celem jest wydawanie przynajmniej 50 ebooków rocznie. Czego jeszcze możemy oczekiwać?

– Przede wszystkim spokojnego rozwoju i – mam nadzieję – coraz ciekawszych nowych książek. To sprawi, że nasza oferta zakupu abonamentu stanie się jeszcze bardziej atrakcyjna.

Natomiast jeszcze w lutym we współpracy z firmą E-Media (www.e-czytnik.pl) planujemy udostępnić w naszym Klubie możliwość zakupu e-czytników. Zamówienia będzie realizowała firma E-Media, ale nasi Klubowicze będą mogli liczyć na atrakcyjne zniżki przy zakupie.

Jeszcze raz dziękuję serdecznie za poświęcony czas i życzę wielu sukcesów na drodze wydawnictwa.

Paweł Królak – pomysłodawca i właściciel Klubu Libenter.pl. Z wykształcenia teolog, z wyboru przedsiębiorca. Pasjonat internetu, pierwsze własne strony internetowe tworzył już w 2001 roku. Twórca i właściciel kilkudziesięciu tematycznych serwisów internetowych, które łącznie odwiedza kilkadziesiąt tysięcy osób dziennie.  Od 2009 roku pod wydzieloną marką Victoris.pl jego firma świadczy usługi w zakresie profesjonalnego pozycjonowania stron.  Drugą jego wielką pasją od lat są dobre książki i tę pasję realizuje także biznesowo poprzez aktywnosć na rynku książki od 2005 roku jako właściciel księgarń internetowych: Tolle et lege (2005) i Profect.pl (2009).
Prywatnie szczęśliwy mąż Justyny, z którą każdego dnia uczy się na nowo, jak wspaniałe jest życie.

O autorze
Cześć! Z tej strony Mateusz. Piszę tu o połączeniu dwóch niezwykle interesujących dziedzinach, czyli technologii i czytelnictwie, które w niesamowity sposób łączą się w „nowym czytaniu”. Moje teksty znajdziesz także na noweczytanie.pl, a mnie na twitterze i .
  • piotr

    Ilosc komentarzy pawnie Pawlse swiadczy o sezonowm charakterze ebookow,ktore wobec mnie i szerokich rzeczy milionow czytelnikow-zwolennikow tradycyjnej ksiazki uwazaja ten gadzet za porazke.
    Radze przygotowac sie na twarde ladowanie bo takich fascynacji na rynku poligraficzno-wydawniczym bylo wiele i konczyly sie fiaskiem.

    pozdrawia

    czytelnik tradycyjnej ksiazki

    Piotrek

    • Widzę Piotrek, że mamy zupełnie odmienne opinie. Ebooki to nie gadżet. To przyszłość i konieczność. Tu nie ma odwrotu. Jeśli ktoś miał kiedyś w ręce takie urządzenie jak Kindle od Amazona wie o czym mówię. Trzymasz w ręku coś co jest cienkie jak kartka papieru, w ogóle nie męczy oczu i możesz na czymś takim mieć tysiące książek, nie czekając na dostawę. Dla mnie to jest magia i nawet jako miłośnik tradycyjnej książki nie potrafię się oprzeć.

      Także do zobaczenia w świecie cyfrowych książek ;)

      • Babcia Jola

        Jestem Twojego zdania – elektroniczne ksiazki sa w przyszlosci nie do unikniecia. Sama mimo ze po 60-stce, wiem, ze ten wynalazek jest SUPER. Zawsze czytajac mialam na podlodze otwartych kilka ksiazek, czasami, jesli potrzebuje wyjasnienia, googluje, ale sa rzeczy np. budownictwo, historia itp. ze Ebooki sa niezastapione, moge kartkowac w kilku ksiazkach jednoczesnie. Chyle glowe przed wynalazca!!!
        Babcia Jola

        • Il Principe

          Dokładnie tak jak pisze Mateusz i Babcia – cyfrowa forma jest nieuniknioną, choć bardzo interesującą przyszłością książki.

          Szybkie wyszukiwanie w tekście, nie kurzy się na półkach i nie zajmuje na nich miejsca, do tego mieści się ich kilkaset / kilka tysięcy w jednym czytniku oszczędzając przy tym mój kręgosłup.

          O kwestii ekologicznej i milionach uratowanych drzew nie wspomnę :)

          Pójdę jednak o krok dalej i śmiem twierdzić, że dopiero rozwinięte czytelnie online, będą finalnym etapem popularyzacji ebooków i marginalizowania druku. Z tego co udało mi się zorientować jedyną prężną czytelnią w naszym kraju jest ibuk.pl, który oferuje sporo literatury naukowej. Miejmy nadzieję, że podobnych czytelni będzie powstawało w najbliższym czasie jednak coraz więcej :)

  • Pingback: Nowy projekt Legimi to ebooki w abonamencie i odejście od e-czytników.()