Jak Steve Jobs sprawił, że nie chcę aby książki papierowe całkowicie zniknęły

Opublikowane: 9 sierpnia 2012 | Aktualizacja: 9 sierpnia 2012 | Kategorie: Ebooki

Biografia Steve'a Jobsa

Biografia Steve’a Jobsa | fot. forbes.pl

Ponad 700 stron. Tyle liczy biografia Steve’a Jobsa autorstwa Waltera Isaacsona (świetna skądinąd). Książka jest ciężka i zupełnie nieporęczna. Wydawałoby się, że to namacalny argument wspierający tezę o wyższości ebooków nad książką tradycyjną. A jednak, nie do końca; przynajmniej nie dla mnie.

Podejrzewam, że w żadnych okolicznościach nie kupiłbym już tak grubej książki. Nie, nie dlatego, że nie chciałoby mi się jej czytać (jeszcze nie jest tak źle), ale raczej dlatego, że po prostu wolałbym sięgnąć po ebooka czy choćby audiobooka.

Biografię Jobsa dostałem jednak w prezencie. I, jak się okazało, był to jeden z tych bardzo udanych podarunków.

Przyznam, że na początku przeraziła mnie nieco perspektywa czytania tak długiej biografii, tym bardziej, że nie byłem specjalnie fanem Jobsa i nie wiedziałem  wiele ani o firmie z Cupertino ani o jej współzałożycielu. Jedyne co wiązało mnie z Apple to posiadanie iPhona.

Czytanie w pociągu

Wracając jednak do tematu książek tradycyjnych i ebooków. Otóż biografia okazała się niezwykle ciekawa. Na tyle, że trudno było się od niej oderwać. Między innymi dlatego zdarzyło mi się kilkukrotnie czytać ją w pociągu, co zaowocowało kilkoma ciekawymi rozmowami.

Pewnego razu podczas jednej z takich podróży zagadnął mnie niezwykle miły, starszy pan pytając „cóż to za grubą księgę czytam?”. Okazało się, że nie wiedział on wiele o bohaterze biografii natomiast był entuzjastą komputerów mimo, że ich obsługi zaczął się uczyć stosunkowo niedawno.

Pewna, również już starsza pani z kolei zaczepiła mnie mówiąc, że oglądała niedawno film dokumentalny o Jobsie i uważa go za bardzo ciekawego człowieka. W dodatku jest dumna z faktu, że ona sama całkiem swobodnie porusza się w świecie komputerów.

Social ebook?

Te małe, krótkie konwersacje nie wydarzyłyby się zapewne bez obecności książki. Podejrzewam, że nie wydarzyłyby się też gdybym czytał na e-czytniku. Być może tak, ale jednak na inny temat. Ktoś mógłby zapytać cóż to za dziwne urządzenie. Teraz tak, w czasach gdy e-papier jest relatywnie mało popularny. Ale czy za parę lat ktoś będzie zdziwiony patrząc na kogoś czytającego na e-czytniku? Nie sądze, chociażby dlatego, że sam będzie czytał na… e-czytniku.

Czy jest zatem coś takiego jak społecznościowy charakter ebooka, który to charakter niewątpliwie posiada książka? W obrębie internetu z pewnością, ale czy w świecie rzeczywistym także?

Nie jestem do końca przekonany dlatego zdecydowanie nie chcę śmierci tradycyjnej książki. Nie będę ich co prawda kupował, ale dostawać w prezencie? Czemu nie. Być może któraś z nich znów stanie się okazją do interesującej rozmowy.

A co do ebooków to jedyna nadzieja w tym, że będziemy kiedyś (czytając już wszyscy na e-czytnikach) zagajać rozmowę, na przykład w pociągu, pytając – „co masz na Kindle?”, podobnie jak pytamy – „co masz na iPodzie?”.

PS. A dla tych, którzy akurat tej biografii nie dostali w prezencie polecam sięgnięcie po ebooka (link partnerski). Ilość stron przeraża i cena do niskich nie należy, ale jest to niezwykle inspirująca i wartościowa lektura, którą najchętniej przeczytałoby się jednym tchem. Zdecydowanie warto.

 

O autorze
Cześć! Z tej strony Mateusz. Piszę tu o połączeniu dwóch niezwykle interesujących dziedzinach, czyli technologii i czytelnictwie, które w niesamowity sposób łączą się w „nowym czytaniu”. Moje teksty znajdziesz także na noweczytanie.pl, a mnie na twitterze i .